ŁA ŁA ŁAŁ – krótka recenzja filmu „La la Land”

3063128-poster-p-1-emma-stone-melts-our-hearts

Kolejny upalny dzień w Los Angeles i najpewniej kolejny cholerny korek na autostradzie. Ludzie gotują się w brykach,  wtem zaczyna grać muzyka, a rozgrzany asfalt oraz palące stalowe blachy samochodowych karoserii zamieniają się w parkiet, po którym tańczą, skaczą i śpiewają kolejni kierowcy. Piosenka jest coraz żywsza, ruchy tancerzy coraz bardziej zsynchronizowane, kamera biegnie za tymi szaleńcami, wykonuje piruety, rośnie serce, podniecenie, twarz się rozpromienia a stopa rytmicznie stuka o podłogę. Już zostałem kupiony, ale któż właściwie nie został? Chazelle wykłada kawę na ławę – „La la Land” to uroczy, rytmiczny, kolorowy musical, jeżeli kupicie prolog, będziecie dobrze się bawić.

Seb (Ryan Gosling) i Mia (Emma Stone) wciąż na siebie wpadają. Wpadli na siebie już na wspomnianej wyżej zakorkowanej autostradzie. W ogóle to są do siebie podobni, oboje o czymś marzą oraz mają pasję – on chciałby znów otworzyć knajpę, gdzie gra się czysty jazz, sam zresztą pięknie gra na fortepianie, ona zaś marzy o zostaniu aktorką, chociaż ludzie prowadzący castingi to bezduszne chamy. Oczywiście pojawi się między nimi uczucie, a wszystkiemu towarzyszyć będą znakomite utwory, w tym przewijający się przez cały film motyw muzyczny.

Brzmi banalnie, prawda? Romans jak romans można by rzec. No i rzeczywiście tak jest, ale jak przyjemnie się na to patrzy. Głównie za sprawą naturalnej, ładnie śpiewającej Emmy Stone, czarującego, trochę mniej ładnie śpiewającego Goslingowi, wspaniałych kostiumów i kolorowych, pastelowych zdjęć. Wyjątkowe jest połączenie specyficznego klimatu musicalu z lat 40. i 50. XX wieku z dźwiękami teraźniejszości. I tak – charakterystycznie dla musicalu – ćwierkającej i pląsającej z sobie tylko wiadomego powodu Mii przerywa nagle wszędobylski dziś dzwonek Iphone’a. Wspaniałe zagranie, które nie tylko odświeża konwencję musicalu, ale wpisuje ten gatunek w nasze czasy.

Zarówno w „Whiplash” jak i w „La la Land” Chazelle rozprawia o muzyce i wytrwałości w realizacji marzeń. Pokazuje przede wszystkim, że zaśniedziałe gatunki może poruszyć i ożywić głowa pełna świeżych pomysłów. Wyjątkowa wiedza i oczytanie pozwala mu żonglować formami, a jego ogromny talent najwydatniej uwidacznia się w epilogu „La la Land”, który rozczulił do łez i sprawił, że kiwałem przecząco głową, myśląc: wow! To nieprawdopodobnie piękny film panie Chazelle.

8,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s