MAŁE, WIELKIE KINO – krótka recenzja filmu „Manchester by the sea”

manch

Często w kontekście „Manchester by the sea” pada stwierdzenie, że jest to małe, wielkie kino. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Lonergan stworzył małe arcydzieło, mini traktat o winie i karze, poruszające studium tragicznej jednostki. Bez wątpienia to jeden z najważniejszych filmów XXI wieku. W moim przypadku rozbrzmiał bardzo blisko serca, ponieważ w jakiś dziwny sposób poczułem, że amerykańskie miasteczko Manchester jest niezwykle podobne do mojego rodzinnego miasteczka.

Opis filmu ograniczę jedynie do informacji, że pewien mężczyzna o imieniu Lee wraca do Manchesteru, aby pochować zmarłego brata. Lee to w ogóle dziwny typ, z początku może się wydawać, że ma wszystko w nosie. Pracuje jako konserwator – hydraulik i właściwie nie zależy mu na dobrej opinii wśród mieszkańców budynku, którego dogląda. Podczas pierwszych scen można nawet uznać „Manchester by the sea” za czarną komedię z wyobcowanym, nieprzystosowanym bohaterem w roli głównej, jednak z biegiem czasu otwierają się kolejne drzwi, a w pomieszczeniach, których strzegły czają się trudne doświadczenia.

Manchester to takie miasteczko, w którym wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Wiecie: a ten był z tamtą, a teraz z tą; ta pije na umór, a kiedyś taka piękna dziewczyna, itd. Pojawienie się Lee w Manchesterze wzbudza sensację, zdziwienie, a kiedy dowiadujemy się dlaczego, stajemy się częścią tej społeczności. Dodam tylko, że siedzi się jak na szpilkach, aby w końcu się tego dowiedzieć, a gdy już poznasz prawdę, to wstrzymasz oddech ze zdumienia.

Głównym atutem „Manchester…” jest jednak Casey Affleck, jego Lee to człowiek wielowymiarowy, myślący, choć twarz sugeruje, że nie chce już od życia niczego prócz możliwości naprawiania uszkodzonych rur. Świetnie wpisany jest w kontekście Lee problem z komunikacją wobec osób dotkniętych tragedią. Niemoc wynikająca z braku umiejętności dobierania odpowiednich słów (wspaniała scena z Michelle Williams).

Idealnie dopasowana jest tu także muzyka, przywoływana w sposób i w momentach, które jakby nie miały na celu potęgować emocjonalnego odbioru danej sceny, tylko je tłamsić. Tak samo jest z elementami humorystycznymi, pojawiającymi się często po scenach tragicznych. Dziwne, choć normalne, szczere i prawdziwe zagranie.

„Manchester by the sea” to piękny film ulepiony z tragedii oraz uroku i wad małego miasteczka. Małe, wielkie kino.

9,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s